Przykładowa śmierć

Nie chowaj swoich wierszy do szuflady - pokaż je nam!

Moderatorzy: hanka, paul_proteus, President

Przykładowa śmierć

Postprzez CrazyVirus » 23 marca 2010, 19:54

W tym artykule chciałbym wam opisać przykładową śmierć. Jak to jest, gdy gasną światła, zapada mrok, umieramy?
P.S Opowiadanie dość stare, napisane pod wpływem chwilowej weny, jednak nie chce mi się go dopracowywać.

Jest późna noc. Wszyscy pacjenci z mojej Sali śpią. Sala ma kształt kwadratu, wnętrze jest koloru ciemno-niebieskiego. Przebywam na łóżku szpitalnym pod intensywną terapią. Kilka godzin wcześniej lekarze ocenili, iż mam 3% na przeżycie. Dziwnie czuje się z tą myślą. Zdaje sobie sprawę z tego, iż za godzinę może mnie już nie być. Chciałbym móc wykorzystać ten czas. Jestem sparaliżowany, nie mogę się ruszać, pisać. Nie mogę się z nikim skontaktować. Krążą mi po głowie różne myśli, staram się zapomnieć o tym, że zostało mi niewiele czasu. Cóż mogę zrobić? Zadaje sobie jedno pytanie:, dlaczego to akurat dotknęło mnie? Szybko tłumie je odpowiedzią:, co dzień wiele osób tak umiera. Ten argument jednak nie wydaje mi się odpowiedni. Staram się nadal szukać jakiś innych. Nie mogę jednak nic sensownego wymyślić. Wszystko nagle stało się takie trudne do zrozumienia. Wracam myślami do dzieciństwa, gdy było mi dobrze. Pierwsze wspomnienie, które przychodzi mi do głowy to zabawy w wieku 3 latek. Przypominam sobie kolegów, bacie, rodzinie. Moje wybryki i zabawy. Kiedy byłem samotny, przebywałem sam. Zawsze było mi z tym źle, nie miałem, z kim rozmawiać. Nadeszły czasy szkolne. Obawy przed odepchnięciem i oderwaniem od rodziców, a przebywanie z rówieśnikami. Bałem się pierwszego dnia w szkole, nie chciałem zostać sam. Z czasem to zanikało, nie mogłem żyć bez szkoły. Zabawki, koledzy, koleżanki, inny świat, lepszy świat bez problemów i obowiązków. Potem zaczęły się pierwsze obowiązki, pierwsze zadania szkolne, sprawdziany. Tak minęła mi szkołą do klasy trzeciej. Szkołę czwartą zacząłem od śmierci dziadka. Było to tragiczne wydarzenia, jednak obowiązki szkolne nie pozwoliły, aby było ono na pierwszym miejscu. Zaczęły się już większe obowiązki. Od połowy czwartej klasy zacząłem olewać szkołę, mimo iż prawie zakończyłem rok szkolny z wyróżnionym świadectwem. Potem zaczęły się wzloty i upadki. Dostałem się do gimnazjum. Nie zmieniłem swego postępowania, nadal byłem dzieckiem. Wtedy to dostałem od życia po [...]. Na szkolnym korytarzu zasłabłem, wywracając się i upadając na podłogę. Nic nie pamiętam z tego wydarzenia, to było jak sen. Był początek i koniec. W tym wypadku obudziłem się w szpitalu. Stwierdzono, że to zwykłe zasłabnięcie. Na drugi dzień wróciłem do szkoły. Przeżyłem normalnie drugą gimnazjum do połowy trzeciej. W trzeciej zaczęły się problemy zdrowotne. Źle się czułem, nie chodziłem do szkoły. Było coraz gorzej, traciłem pamięć, słabłem z czasem. Zgłosiliśmy się do szpitala. Nigdy nie zapomnę tego dnia i tych słów „Pański syn ma raka mózgu, umrze". Słowa te mnie zamurowały. Zdawałem sobie sprawę, że nie jestem zdrowy, ale nie mogłem zdać sobie sprawy, że umrę. Lekarze ocenili moje szanse na dwie do stu. Wracając do domu ciągle wmawiałem sobie, że to bzdura, nie mogę umrzeć w tym wieku. Mam dopiero 14 lat! To nie realne. PO kilku tygodniach zacząłem sobie zdawać sprawę, że jednak umrę. Przerzuty miałem już wcześniej, objęły one mózg i kończyny. Zostałem sparaliżowany. Nie mogłem się ruszać, mówić. Tak jest do dnia dzisiejszego. Przebywam teraz na sali, jak już wcześniej wspomniałem. Właśnie podsumowałem swoje dzieciństwo. O czym może myśleć osoba, która zbliża Się do końca? Co jej pozostało? Nadzieja, że nie umrze? To bzdury, nic mi nie pozostało. Mogę tylko czekać na koniec. Jaki on będzie? Czy poczuję coś? A może będzie to sen, z którego nigdy się nie obudzę? Napiszę o tym w drugiej części.
Po wcześniejszych rozważaniach udało mi się zasnąć. Obudził mnie mocny ból głowy. Zobaczyłem, iż moje czoło zalał zimny pot. Ból był ogromny czuję jak coś zgniata mój mózg. Nie mogę się jednak poruszyć, wykrzyczeć, że odczuwam ból. Czy to już koniec?- Pomyślałem. Spojrzałem kątem oka w stronę moich współ lokatorów. Jeden z nich się przebudził i podszedł do mnie. Przestraszył się widząc mnie w takim stanie. Nie wiedział, co ma robić, widziałem lęk w jego oczach. PO dłuższym zastanowieniu pobiegł po pielęgniarkę krzycząc, ze coś ze mną jest nie tak. Pielęgniarka wpadła do pokoju, ból zaczynał powodować zaburzenia wzrokowe. Wezwała lekarza i biorąc mnie wraz z łóżkiem wypchała na korytarz. Kilkoro pacjentów wybiegło spoglądając, co się dzieje. Było około piątej rano. Zaczynało świtać. Pielęgniarka energicznie pchała łóżko korytarzem. Był on długi, z oknem na końcu, przez które wpadało światło na korytarz. Wiedziałem już, że jadę na blok operacyjny. Pchała łóżko do przodu a ja leżąc nieruchomo widziałem tylko lampy na suficie. To było jak białe, pionowe pasy na drodze, które mijamy samochodem. Lampy raz po raz przeskakiwały nam moją głową. Wydawało mi się, ze tunel mnie pochłania. Ból uciskał mój mózg. Myślałem tylko o jednym. Ja umieram. Zimny pot coraz bardziej oblewał moje ciało, z nosa zaczęła płynąć krew. Spływała ona po moim policzku spadając na biała piżamę. Pielęgniarka widząc to przyśpieszyła kroku. Gapowi, którzy wyszli z pokojów widząc, iż krwawię zaczęli panikować. Ja sam nie czułem nosa. Na końcu korytarza zobaczyłem twarz lekarza, wraz ze strzykawką napełnioną dziwną substancją. Pomyślałem, „dlaczego mi nie pomoże!?" Pielęgniarka wepchnęła łóżko do windy i weszła wraz z lekarzem. Lekarz odsłonił moją dłoń i wstrzyknął mi zawartość strzykawki. Chciałem, aby mnie ratował, a nie wstrzykiwał mi jakiś syf „zacząłem klnąc w myślach na niego, ale on tego nie słyszał". Nagle przestałem odczuwać ból. To pewnie zawartość strzykawki zaczęła działać-pomyślałem. Zaczęło robić mi się cudownie. Wydawało mi się, że odpływam w kosmos gdzie nie ma siły grawitacji. Przed oczami robiło mi się coraz ciemniej, zaczynały się pojawiać zamazane twarze lekarzy. Winda zatrzymała się mocnym pchnięciem wózka pielęgniarka otworzyła drzwi bloku operacyjnego. Ujrzałem zielone płytki. Moje serce zaczęło mocniej bić. Wjechaliśmy pod jakąś Lampe. Lekarz rozpiął moją piżamę. Podpięli mi jakieś dziwne urządzenia. Słyszałem zniekształcony głos lekarza „Jego ciśnienie spada! On umiera!" Drugi lekarz wziął Lampe i nakierował no moje oczy. Odchylił moje powieki. Nic nie widziałem miałem ciemno przed oczami. Nagle straciłem kontakt z tym światem. Moim oczom ukazał się lej, który ściemniał się im niżej się schodziło.. Zacząłem wirować wokół, czułem, że mnie pochłania. Mimo tego nie odczuwałem strachu, było mi przyjemnie. Nie wiedziałem, co się dzieje teraz na bloku operacyjnym czułem się cudownie. Ostatnią rzeczą, która mi się ukazała, była ciemność, ciemność, która nie ma końca.
Avatar użytkownika
CrazyVirus
Przyjaciel Forum
Przyjaciel Forum
 
Posty: 303
Dołączył(a): 22 czerwca 2009, 08:33
Lokalizacja: https://www

Re: Przykładowa śmierć

Postprzez dragon » 23 marca 2010, 21:29

Wzruszająca i przejmująca opowieść. Czekam na ciąg dalszy ...
dragon
Przyjaciel Forum
Przyjaciel Forum
 
Posty: 206
Dołączył(a): 19 lutego 2010, 23:29

Re: Przykładowa śmierć

Postprzez edaa10 » 23 marca 2010, 22:41

bardzo mnie poruszyła.. czekam na drugą część.
edaa10
Guru
Guru
 
Posty: 182
Dołączył(a): 31 grudnia 2009, 16:20
Lokalizacja: Jasło

Re: Przykładowa śmierć

Postprzez Charlie_P » 23 marca 2010, 23:34

pomysł ciekawy, ale za mało rozwinięte i dużo błędów.
Avatar użytkownika
Charlie_P
VIP
VIP
 
Posty: 986
Dołączył(a): 20 października 2009, 17:51
Lokalizacja: ziemia

Re: Przykładowa śmierć

Postprzez dragon » 24 marca 2010, 00:24

Pomińmy może błędy przy takiej ilości tekstu. Ja czekam niecierpliwie na dalszy ciąg, choćby był z błędami.
Bardzo mnie interesuje, czy to jest wymyślona historia, czy ktoś znajomy coś takiego przeżywał, a autor był tego świadkiem i relacjonuje według własnych obserwacji i domysłów.
dragon
Przyjaciel Forum
Przyjaciel Forum
 
Posty: 206
Dołączył(a): 19 lutego 2010, 23:29

Re: Przykładowa śmierć

Postprzez Czarny Lotos » 24 marca 2010, 22:05

Hmmm... średnie opowiadanie - to jest moje obiektywne zdanie.

Trochę błędów i niejasności jest.

Tu jest np. błąd logiczny.

CrazyVirus napisał(a): Drugi lekarz wziął Lampe i nakierował no moje oczy. Odchylił moje powieki. Nic nie widziałem miałem ciemno przed oczami. Nagle straciłem kontakt z tym światem.


To skąd wiadomo, że to lampa - chyba że źle rozumuje. Bo wyrocznią tez nie jestem.
Avatar użytkownika
Czarny Lotos
VIP
VIP
 
Posty: 1112
Dołączył(a): 13 października 2006, 18:12
Lokalizacja: Jasło

Re: Przykładowa śmierć

Postprzez CrazyVirus » 26 marca 2010, 19:40

Wiem, że są błędy. Gdybym miał opisać swoją pracę jest to tylko połowa moich możliwości. Nie nanosiłem poprawek. ortografii też zbytnio nie sprawdzałem. CO do kolejnych części: raczej nie napiszę nic więcej do tego, nigdy nie planowałem by rozwijać go o dodatkowe części. :oczami:
P.S ta historia to tylko moja wyobraźnia, czyli czysta fikcja. :cwaniak:
Avatar użytkownika
CrazyVirus
Przyjaciel Forum
Przyjaciel Forum
 
Posty: 303
Dołączył(a): 22 czerwca 2009, 08:33
Lokalizacja: https://www

Re: Przykładowa śmierć

Postprzez dragon » 30 marca 2010, 23:08

Crazy Virus, wyobraźnie masz świetną. Może zdecydujesz się jednak na napisanie dalszej części opowiadania. Nie przejmuj się tymi błędami, pomysł jest świetny i przenikający bardzo głęboko do wyobraźni ...
dragon
Przyjaciel Forum
Przyjaciel Forum
 
Posty: 206
Dołączył(a): 19 lutego 2010, 23:29

Re: Przykładowa śmierć

Postprzez Czarny Lotos » 31 marca 2010, 21:12

Ja również jak najbardziej zachęcam do kontynuacji - inicjatywa i pomysł fajny.
To że wyraziłem obiektywna opinie nie znaczy, że nie popieram rozwoju artystycznego :ok:
Więc nie zważywszy na innych kontynuuj dzieło - albo zacznij coś nowego - trzeba kształcić wyobraźnie bo jej nam nikt i nic nie odbierze - tak jak marzeń.
Avatar użytkownika
Czarny Lotos
VIP
VIP
 
Posty: 1112
Dołączył(a): 13 października 2006, 18:12
Lokalizacja: Jasło

Re: Przykładowa śmierć

Postprzez Akari » 6 maja 2010, 21:26

Wow świetne, daje do myślenia...wyobraziłam sobie jakbym to ja była umierająca i miała prawdopodobnie przed sobą ostatnie już godziny...zgroza.... ale tak to już jest że człowiek marnuje czas (chociazby przed kompem :oczami: ) a kiedyś moze nam go po prostu zabraknac, straszne. Bardzo chciala bym przeczytac ciag dalszy
Avatar użytkownika
Akari
Bywalec
Bywalec
 
Posty: 32
Dołączył(a): 18 grudnia 2009, 18:41
Lokalizacja: Osobnica


Powrót do Wiersze i opowiadania

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość